Powered By Blogger

poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozdział 3


W końcu nadszedł ten dzień. Obydwoje nie mogli się doczekać. Kiedy w końcu nadeszła ta godzina Maja tak się trzęsła że nie umiała utrzymać telefonu w ręce. U Jacka nie było lepiej. Ona ubrała krótkie dżinsowe spodenki, luźną białą koszulkę i czerwone trampki. On ubrany w spodenki, również dżinsowe ale do kolan oraz w bokserce. Tym razem to Jacek siedział już przy stoliku. Kiedy zauważyłem Maję pomachałem do niej, a ona z uśmiechem odmachała i podeszła. Kiedy już była przy stoliku wstałem i przytuliłem ją na powitanie. Zamówiliśmy colę i frytki i oczekując zaczęliśmy rozmawiać.
W pewnej chwili Mai przypomniało się że miałem jej oddać książkę więc spytała o nią. Ze śmiechem odparłem:
- Przepraszam, ale tak się cieszyłem na to spotkanie, że o niej zapomniałem. Ale mogę za to nauczyć cię czegoś ciekawego.
- Ooo. A czego? - z uśmiechem na całą twarz spytała Maja. Lubiła takie sytuacje.
- Mogę cię nauczyć, że tak powiem, rżnąć w karty. - powiedziałem z chytrym uśmieszkiem.
- No, no, bardzo chętnie.- odpowiedziała Maja z rogalem na twarzy.
- Ale to potem, pójdziemy gdzieś indziej, na razie zjemy.
- Okeej.- powiedziała i znowu się uśmiechnęła.
Kiedy po kilku minutach dostaliśmy jedzenie, powiedzieliśmy sobie smacznego i zaczęliśmy jeść. Cały czas uśmiechałem się do niej i często coś do siebie mówiliśmy. Kiedy już się najedliśmy jeszcze trochę tam posiedzieliśmy. Na koniec zapłaciłem za nas co ją bardzo zdziwiło, bo była nauczona że każdy płaci za siebie. Ucieszyła się. Idąc w stronę lasu co chwilę się o siebie „przypadkiem” ocieraliśmy.
Czuli motylki w brzuchu co trochę im przeszkadzało, bo to dziwne uczucie. Obydwoje żywili nadzieje co do tego wieczoru. Kiedy doszli już do miejsca wybranego przez Jacka usiedli sobie wygodnie na trawie.
Z powodu takiego, że Maja nie znała się w ogóle na kartach nauczyłem ją o nich wszystkiego, a potem zacząłem od najłatwiejszej gry- wojny. Szło jej dobrze, więc zacząłem wprowadzać zasady Makao lecz niestety zbliżał się wieczór. Zauważyłem, że Maja zatrzęsła się więc przesiadłem się obok niej, zarzuciłem na nią swoją bluzę i objąłem ją. Ona, jak zawsze, uśmiechnęła się szeroko i podziękowała całując mnie w policzek. Po niedługim czasie wstaliśmy, aby iść już do domu. Odprowadziłem Maję pod same drzwi i umówiliśmy się na pojutrze, bo jutro nie mam czasu, gdyż w niedziele zawsze przyjeżdża do mnie rodzina. Maja zapomniała oddać mi bluzę. Ja o tym nie zapomniałem, ale nie miałem zamiaru jej o tym przypominać. Cały czas się uśmiechałem, aż w końcu moja matka zauważyła we mnie zmianę i spytała dlaczego chodzę taki szczęśliwy.
- A, bo poznałem taką fajną dziewczynę, ale jest przyjezdna. Szkoda, że za niedługo będzie musiała stąd wyjechać. - powiedziałem, robiąc smutną minę.
- Skoro tak ją lubisz, to może zaprosisz ją w poniedziałek na obiad?
- Naprawdę mógłbym?!
- Oczywiście kochanie, dlaczego by nie.
- Mamo, jesteś najlepsza!- Krzyknąłem i podbiegłem do mamy aby ją przytulić.
Potem poszliśmy na taras, aby odpocząć.

Nie miałem jak skontaktować się z Mają, więc napisałem jej sms czy mogłaby przyjść do mnie na obiad w poniedziałek.
Siedziałam na tarasie i słuchałam muzyki gdy usłyszałam dźwięk sms. Podniosłam telefon i zobaczyłam, że to od Jacka. Z uśmiechem zaczęłam czytać wiadomość:
- Hej ^^. Chciałabyś w jutro wpaść do mnie na obiad?
- Czeeść :]. Chętnie wpadnę. Już nie mogę się doczekać! :D
- Ja również.;* Bądź o 15. Miłego dnia! ;*
I na tym skończyła się rozmowa, a ja już nie mogłam się skupić na muzyce bo za bardzo stresowałam się obiadem u Jacka. Poszłam do mojego pokoju, aby wybrać jakiś strój na poniedziałek. Wyrzuciłam wszystkie ciuchy z szafy. Gdy zobaczyłam ten wielki stos ubrać chwilowo się załamałam. Lecz potem wzięłam się w garść, zeszłam do mamy i powiedziałam, że jutro idę do nowo poznanego kolegi na obiad i nie wiem co ubrać. Mama oczywiście mnie o wszystko wypytywała, ale potem poszła mi pomóc. Po kilku godzinach w końcu wybrałyśmy: zwiewną żółtą sukienkę w czarne sówki, pasek i sandałki na koturnach. Podziękowałam mamie buziakiem w policzek i zeszłyśmy na dół przygotować obiad. A że ja lubię eksperymentować to zrobiłam malezyjskie krewetki z ananasem. Bałam się, że maluszkom nie będzie smakować, ale bardzo im smakowało, co mnie niezmiernie cieszy i podnosi na duchu. Tak się cały dzień stresowałam, że w końcu zadzwoniłam do Irki i trochę z nią pogadałam co bardzo poprawiło mi humor. W końcu po ciężkim dniu nastał wieczór. Po wieczornej toalecie położyłam się i zaczęłam słuchać mojej płyty Scorpions'ów żeby się do jutra uspokoić. Pomogło.


3 komentarze:

  1. Rozdział jak zawsze ciekawy! :)
    Będę czekać na kolejne. ;)
    Zapraszam. :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na dalsze czesci.:)
    Obserwujemy.?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam to wszystko i nie mogę przestać :) Czekam na kolejne.
    Z beyourstrenght.blogspot.com teraz jestem na smileejj.blogspot.com
    Pozdrawiam <33
    PS Przepraszam za spam.

    OdpowiedzUsuń