W końcu nadszedł ten
dzień. Obydwoje nie mogli się doczekać. Kiedy w końcu nadeszła
ta godzina Maja tak się trzęsła że nie umiała utrzymać telefonu
w ręce. U Jacka nie było lepiej. Ona ubrała krótkie dżinsowe
spodenki, luźną białą koszulkę i czerwone trampki. On ubrany w
spodenki, również dżinsowe ale do kolan oraz w bokserce. Tym razem
to Jacek siedział już przy stoliku.
Kiedy zauważyłem Maję pomachałem do niej, a ona z uśmiechem
odmachała i podeszła. Kiedy już była przy stoliku wstałem i
przytuliłem ją na powitanie. Zamówiliśmy colę i frytki i
oczekując zaczęliśmy rozmawiać.
W pewnej chwili Mai
przypomniało się że miałem jej oddać książkę więc spytała o
nią. Ze śmiechem odparłem:
- Przepraszam, ale tak się
cieszyłem na to spotkanie, że o niej zapomniałem. Ale mogę za to
nauczyć cię czegoś ciekawego.
- Ooo. A czego? - z
uśmiechem na całą twarz spytała Maja. Lubiła takie sytuacje.
- Mogę cię nauczyć, że
tak powiem, rżnąć w karty. - powiedziałem z chytrym uśmieszkiem.
- No, no, bardzo chętnie.-
odpowiedziała Maja z rogalem na twarzy.
- Ale to potem, pójdziemy
gdzieś indziej, na razie zjemy.
- Okeej.- powiedziała i
znowu się uśmiechnęła.
Kiedy po kilku minutach
dostaliśmy jedzenie, powiedzieliśmy sobie smacznego i zaczęliśmy
jeść. Cały czas uśmiechałem się do niej i często coś do
siebie mówiliśmy. Kiedy już się najedliśmy jeszcze trochę tam
posiedzieliśmy. Na koniec zapłaciłem za nas co ją bardzo
zdziwiło, bo była nauczona że każdy płaci za siebie. Ucieszyła
się. Idąc w stronę lasu co chwilę się o siebie „przypadkiem”
ocieraliśmy.
Czuli motylki w brzuchu
co trochę im przeszkadzało, bo to dziwne uczucie. Obydwoje żywili
nadzieje co do tego wieczoru. Kiedy doszli już do miejsca wybranego
przez Jacka usiedli sobie wygodnie na trawie.
Z powodu takiego, że
Maja nie znała się w ogóle na kartach nauczyłem ją o nich
wszystkiego, a potem zacząłem od najłatwiejszej gry- wojny. Szło
jej dobrze, więc zacząłem wprowadzać zasady Makao lecz niestety
zbliżał się wieczór. Zauważyłem, że Maja zatrzęsła się więc
przesiadłem się obok niej, zarzuciłem na nią swoją bluzę i
objąłem ją. Ona, jak zawsze, uśmiechnęła się szeroko i
podziękowała całując mnie w policzek. Po niedługim czasie
wstaliśmy, aby iść już do domu. Odprowadziłem Maję pod same
drzwi i umówiliśmy się na pojutrze, bo jutro nie mam czasu, gdyż
w niedziele zawsze przyjeżdża do mnie rodzina. Maja zapomniała
oddać mi bluzę. Ja o tym nie zapomniałem, ale nie miałem zamiaru
jej o tym przypominać. Cały czas się uśmiechałem, aż w końcu
moja matka zauważyła we mnie zmianę i spytała dlaczego chodzę
taki szczęśliwy.
- A, bo poznałem taką
fajną dziewczynę, ale jest przyjezdna. Szkoda, że za niedługo
będzie musiała stąd wyjechać. - powiedziałem, robiąc smutną
minę.
- Skoro tak ją lubisz, to
może zaprosisz ją w poniedziałek na obiad?
- Naprawdę mógłbym?!
- Oczywiście kochanie,
dlaczego by nie.
- Mamo, jesteś najlepsza!-
Krzyknąłem i podbiegłem do mamy aby ją przytulić.
Potem poszliśmy na taras,
aby odpocząć.
Nie miałem jak
skontaktować się z Mają, więc napisałem jej sms czy mogłaby
przyjść do mnie na obiad w poniedziałek.
Siedziałam na tarasie i
słuchałam muzyki gdy usłyszałam dźwięk sms. Podniosłam telefon
i zobaczyłam, że to od Jacka. Z uśmiechem zaczęłam czytać
wiadomość:
- Hej ^^. Chciałabyś w
jutro wpaść do mnie na obiad?
- Czeeść :]. Chętnie
wpadnę. Już nie mogę się doczekać! :D
- Ja również.;* Bądź o
15. Miłego dnia! ;*
I na tym skończyła się
rozmowa, a ja już nie mogłam się skupić na muzyce bo za bardzo
stresowałam się obiadem u Jacka. Poszłam do mojego pokoju, aby
wybrać jakiś strój na poniedziałek. Wyrzuciłam wszystkie ciuchy
z szafy. Gdy zobaczyłam ten wielki stos ubrać chwilowo się
załamałam. Lecz potem wzięłam się w garść, zeszłam do mamy i
powiedziałam, że jutro idę do nowo poznanego kolegi na obiad i nie
wiem co ubrać. Mama oczywiście mnie o wszystko wypytywała, ale
potem poszła mi pomóc. Po kilku godzinach w końcu wybrałyśmy:
zwiewną żółtą sukienkę w czarne sówki, pasek i sandałki na
koturnach. Podziękowałam mamie buziakiem w policzek i zeszłyśmy
na dół przygotować obiad. A że ja lubię eksperymentować to
zrobiłam malezyjskie krewetki z ananasem. Bałam się, że maluszkom
nie będzie smakować, ale bardzo im smakowało, co mnie niezmiernie
cieszy i podnosi na duchu. Tak się cały dzień stresowałam, że w
końcu zadzwoniłam do Irki i trochę z nią pogadałam co bardzo
poprawiło mi humor. W końcu po ciężkim dniu nastał wieczór. Po
wieczornej toalecie położyłam się i zaczęłam słuchać mojej
płyty Scorpions'ów żeby się do jutra uspokoić. Pomogło.

Rozdział jak zawsze ciekawy! :)
OdpowiedzUsuńBędę czekać na kolejne. ;)
Zapraszam. :>
Czekam na dalsze czesci.:)
OdpowiedzUsuńObserwujemy.?
Czytam to wszystko i nie mogę przestać :) Czekam na kolejne.
OdpowiedzUsuńZ beyourstrenght.blogspot.com teraz jestem na smileejj.blogspot.com
Pozdrawiam <33
PS Przepraszam za spam.